Jak to się zaczęło...


Od dzieciństwa uwielbiałam psy. W ich towarzystwie czułam się bezpieczna i szczęśliwa. Już wtedy marzyłam o psach i domu na wsi pod lasem, z dala od miejskiego gwaru i gonitwy nie wiadomo za czym. Na dobry początek, w wieku ośmiu lat udało mi się wybłagać pierwszego czworonożnego przyjaciela. Kapsel był kundelkiem o paskudnej mordce, za to o wspaniałym charakterze. Nic nie wiedziałam o wychowywaniu i szkoleniu psów - po prostu go kochałam. Był ze mną kilkanaście lat.

Dzięki hodowli „Majstersztyk" zaczęłam interesować się psami rasowymi i tak trafiłam do Związku Kynologicznego. Uczestniczyłam w wielu wystawach jako obserwator, pomagałam wystawiać dobermany z w/w hodowli, jednak czułam, że te psy do mnie nie pasują. Wtedy odkryłam boksery. To był początek mojej przygody z tymi psami, która trwa do dziś. Bardziej niż sukcesy na wystawach pociągało mnie jednak szkolenie. Poczułam chęć zrozumienia psiego języka, psychiki i postrzegania świata. Rozpoczęłam kurs treserski w Związku Kynologicznym, z moją bokserką - Mirabelą, a na zakończenie pozytywnie zdałyśmy egzamin PT i IPO. Potem szkoliłam inne psy metodą, której się nauczyłam, ale nie do końca byłam do niej przekonana.

Zawodowo pracowałam zupełnie w innym charakterze, jednak to co robiłam nie dawało mi zadowolenia i satysfakcji. Wiedziałam, że to nie jest moja droga. Gdzieś w głębi duszy czułam potrzebę pomagania innym. Chciałam być pożyteczna, zrobić w życiu coś fajnego. Pielęgniarką jednak nie jestem, pedagogiem również nie. Do ludzi w zasadzie nie mam cierpliwości. Różne pomysły przychodziły mi do głowy, żaden nie był przekonywujący, bo nie płynął z serca. Podpowiedź przyszła, kiedy ktoś w rozmowie zapytał mnie jakie posiadam talenty. W pierwszym momencie nie zauważyłam u siebie żadnych. Jednak wkrótce uświadomiłam sobie, że przecież całkiem nieźle dogaduję się z psami. Od tej pory moje poszukiwania były już przynamniej ukierunkowane.

Natchnieniem, okazał się pewien reportaż o autystycznym chłopcu, który przy pomocy specjalnie wyszkolonego psa poczynił ogromne postępy w rehabilitacji. Zaczęłam marzyć. Decyzję pomogła mi podjąć koleżanka, a właściwie Jej śmierć. Zginęła w wypadku samochodowym, jednak pomimo młodego wieku zdążyła zrobić wiele dobrego dla ludzi. Była lekarzem i niesamowitym człowiekiem. Muszę działać teraz - postanowiłam - bo przecież życie może być takie krótkie.

Zaczęłam kontaktować się z różnymi organizacjami zajmującymi się dogoterapią, rozmawiałam w związku niewidomych. Kierunek już znałam, tylko cel był jeszcze niejasny. Działałam trochę po omacku. Wtedy spotkałam Basię, osobę niepełnosprawną, która opowiedziała mi o zamiarze zakupu za granicą specjalnie wyszkolonego psa, który byłby Jej pomocnikiem. Myślała nawet o kredycie na ten cel. Wtedy przyszło natchnienie.

Zrezygnowałam z bardzo dobrej pracy, co dla wszystkich było szokiem i rzuciłam się w wir moich pomysłów. Teraz, albo nigdy. Zaczęłam od podstaw - najpierw wiedza i doświadczenie. Kiedy praktycznie byłam gotowa jechać po nią za granicę, znowu uśmiechnęło się do mnie szczęście - trafiłam do wspaniałych ludzi, otwartych i chętnych do pomocy, a przy tym mających ogromną wiedzę na temat szkolenia psów dla osób niepełnosprawnych, no i spore osiągnięcia. To Fundacja ALTERI z Krakowa, fundacja, która ma na swoim koncie wiele wyszkolonych i przekazanych osobom niepełnosprawnym psów. Zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Chętnie przekazują mi swoją wiedzę i doświadczenie. Kiedy zarejestrowałam fundację POMOCNA ŁAPA, to dzięki ALTERI pojawiła się w niej Rumba (Florens), 8-tygodniowa labradorka, która natychmiast rozpoczęła proces szkolenia do pomocy niepełnosprawnym.

Mimo, że fundacja zarejestrowana została zaledwie 26 kwietnia 2005 roku, to już działamy na wysokich obrotach i jesteśmy pełni dobrych myśli, że to co robimy przyda się komuś. A ja wiem, że wreszcie robię to, o czym tak długo i skrycie marzyłam.

Sylwia Gajewska

Sponsorzy: